piątek, 30 maja 2014

Weekend w Czechach. Góry Izerskie.

W kwietniu przyjaciele wyciągnęli nas w Góry Izerskie. I dzięki im za to!:) Miejsce piękne i spokojne. Spędziliśmy czas na jedzeniu, spacerze na Tanvaldský Špičák, piciu piwa, rumu, ferneta, grze w pokera (  gdy nas znudził wyciągaliśmy chińczyka) i  dyskusjach.
Na razie wrzucam zdjęcia, nie mam weny na szczegółowe opisy:)

 



















sobota, 26 kwietnia 2014

Fernet Stock - bitter na sobotę



Łup z wyprawy do Czech. Lubię ziołowe gorzkie łupy.


Łup wcześniej nieznany przeze mnie, dziwne, bo z bardzo daleka nie pochodzi. Produkowany od 1927 w fabryce Plzeň-Božkov w Czechach.
Fernet jest elegancki i oryginalny, cóż tu dużo mówić: to bitter. Takie lekarstwo na wszystko z 14 ziół z całego świata. Tajemnicza, pilnie strzeżona receptura… Trzeba mieć naprawdę mocarne kubki smakowe…
Zdecydowanie łagodniejszy jest Fernet Citrus.
Jest też Fernet anyżkowy, którego przez nieuwagę nie przywieźliśmy ( ups!) i Fernet Z Generation ( imbir i mango), którego w ogóle w lokalnych sklepach nie widziałam.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Ciasto z jabłkami

Uświadomiłam sobie właśnie, że ciasto z ... owocami to już publikowałam tu: link
Ciasto z owocami.... za każdym razem inne, w zależności od owoców:). Teraz były jabłka, bo mój osobisty ciasteczkowy potwór ( czyt.: mąż), jabłka akceptuje zawsze i wszędzie.
Okazało się jednak że ów "OWOC" robi różnicę.




Meg

Greco

Pewien piątek. Wieczór marcowy.
Po załatwieniu spraw w banku, zgłodnieliśmy. Zrobiliśmy więc najazd na "Greco". Drugie podejście, ponieważ pierwsze było nieudane: brak miejsc. Jak to?


Miałam ochotę na tzatziki i pitę. Mój mąż zapałał chęcią na owoce morza. Musiałam polec:).
Po kilkuminutowej dyskusji wybraliśmy praktycznie same przystawki, ale pan kelner zachęcił nas do wybrania "uczty dla dwojga". O dziwo wygląda na to, że ogarnął nasze chaotyczne zamówienie:)



Osobiście nie jestem wielbicielem owoców morza, ale gumowate kalmary smakowały mi jak nad Morzem Śródziemnym:). Potrawy miały smak. No pomarudzę: sos do krabów był z butelki, ale cóż.... Wrocław to nie Grecja. 
"Uczta dla dwojga" była obfita. Nie jest to kuchnia jaką pamiętamy z Rodos, ale jest smacznie, obsługa miła, ceny przystępne.


Meg

piątek, 28 marca 2014

Telavuri Marani White Medium Sweet Wine



Wino gruzińskie.
Mam słabość do gruzińskich win, chociaż jak do tej pory do Gruzji nie dotarłam. Ale kto wie:).
Telavi w ciekawym miejscu jest położone….
Białe, półsłodkie, lekkie, nieskomplikowane. Lekko owocowe… jabłka, cytrusy…


Meg

wtorek, 11 marca 2014

Słodka tarta z owocami

Dzisiaj krótko i zwięźle:)



Ciasto kruche do tarty na słodko:

- 150 g mąki,
- 100 g masła,
- 50 g cukru pudru,
- 2 żółtka,
- 1-2 łyżeczka cukru z wanilią.

Wierzch:
- 2-3  czekolady ( np. 2 mleczne i 1 gorzka),
- 100 g śmietanki kremówki,
- 1-2 łyżki masła,
- owoc.

Ugniatam ciasto na blacie i chowam do lodówki na min. 30 minut. Wyjmuję ciasto i wałkuję - dla wygody- między foliami, co jakiś czas znowu schładzając.
Układam na formie do tarty, nakłuwam ciasto widelcem i obciążam je moimi wysłużonymi fasolkami. Fasolki układam na papierze. Piekę ok. 15. min w nagrzanym do ok. 200 stopni piekarnika. Po tym czasie usuwam papier z fasolkami i piekę kolejne 5 minut.
W małym garnuszku rozpuszczam masło i czekoladę, dodaję śmietanę, mieszam i wylewam na lekko przestygnięte ciasto.

Dekoruję owocami...

Wychodzi takie oto cudo:



Meg

niedziela, 10 listopada 2013

Po prostu przetwory

Dobra, przyszła pora na wspominki, dzisiaj Magdalena robiła poważne przeglądy po szafkach i przy okazji dostało mi się za brak opisanych naszych walk z przetworami.


Człowiek w pewnym wieku dorasta do własnych kilku słoiczków przetworów i z tym nie należy dyskutować, ale nie mam zielonego pojęcia czy dorośliśmy do czegokolwiek, a w szczególności do robienia zapasów  na zimę. No i już widzę wielki znak zapytania TO PO CO ??? A już śpieszę z wyjaśnieniem… Dla gości :) na małe prezenty, które uwielbimy rozdawać i cieszyć się wspólnie kawałkiem lata zamkniętego w szklanym słoiczku. Każdy przetwór ma jakąś historię; weźmy na przykład brzoskwinie. Dostaliśmy od przyjaciół i pozostał nam jakiś kilogram, którego za nic już nie mogliśmy w siebie wcisnąć, dać się im zmarnować – nigdy! Zapadła decyzja szybki przetwór i do słoiczków.  W skrócie patent kosmicznie prosty.

Konfitura z brzoskwiń
- brzoskwinie (ok 1 kg),
- cukier ok 40 dag,
- cytryna ( sok),
- laska lub dwie cynamonu,
- cztery goździki.

Obrane, wypestkowane i pokrojone w kostkę brzoskwinie włożyć go garnka. Posypać cukrem trzcinowym i dołożyć cynamonu oraz goździki. Gotować na małym ogniu ok 30 min. Pozostawić na noc. Rano ( no dobrze - po powrocie z pracy) dodać soku z cytryny. Jeszcze raz podgotować  ok. 15 min. Gorącą konfiturę przełożyć do słoików i pasteryzować ok. 5 minut.

Z pastą indyjską była inna historia, owa pasta była zaplanowana i pielęgnowana (co roku dostajemy od rodziny, w tym postanowiliśmy zrobić sami).

Pasta indyjska
- 1 kg pomidorów,
- 2 duże cebule,
- 5-6 ząbków czosnku,
- jedna czwarta  szkl. białego octu winnego,
- 1 szkl. cukru,
- po  jednej czwartej  łyżeczki słodkiej papryki, mielonych goździków, kardamonu, gałki muszkatołowej,
- 1 łyżeczka cynamonu,
- 1 łyżeczka pieprzu,
- 1 łyżeczka soli.

Pomidory pokroić i wrzucić do garnka. Dodać wyciśnięty czosnek, drobno posiekaną cebulę, jedną czwartą części octu winnego. Gotować ok.20 minut. Całość zmiksować ( można przetrzeć przez sito, ale ponieważ rozdrobniliśmy wszystko blenderem, nie było co przecierać przez sito;)). Dodać resztę
octu, przyprawy i cukier. Gotować do zgęstnienia. Gorącą pastę przełożyć do słoiczków i pasteryzować ok. 5 minut.
Prawda jest taka że rzadko trzymam się opisanych proporcji, najczęściej i  najprościej jest kombinować z smakiem i smakować komponując z przyprawami aż do chwili pełnej harmonii, jednym słowem pycha.

No i salsa, zazwyczaj robiona na imprezy i znikająca dosłownie i w przenośni. Ale czasami zdarza mi się przegiąć z ilością i zostaje trochę owego cudu. Nigdy nie wyrzucam, jeśli jest to mała ilość zużywamy do bieżących przepisów, jeśli troszkę więcej wystarczy chwilę salsę zagotować i zapasteryzować. Naprawdę daje radę i zapewniam, że domowa jest zawsze lepsza od tej kupionej!

Salsa
- jędrne pomidory około 1 kg.,
- pół czerwonej cebuli,
- ostre chilli,
- zielona papryka,
- 2 łyżki świeżej kolendry,
- sok z limonki,
- 1 łyżeczka brązowego cukru.

Przepis na jedną imprezę, ale czasami robię różne kombinację dodając sok pomarańczowy lub świeże mango, a zresztą eksperymentowanie jest polecane. Któregoś razu przez pomyłkę dodałem suszonych śliwek – wyszło wspaniale, po zblenderowaniu, musiałem troszkę mięty do smaku dorzucić ale sos zniknął momentalnie ku mojej zachwyconej minie:).