wtorek, 6 stycznia 2015

Naan z książki „Chleb. Domowa piekarnia” Piotra Kucharskiego

     Mężowi  zachciało się dzisiaj chlebka naan. Nie chciało nam się iść do restauracji, a w domu były drożdzeJ.

   Książka do ręki, przestudiowanie przepisu, chwila bałaganu w kuchni i gotowe:  chlebek naan upieczony,  indyjskie danie warzywne z dużą ilością aromatycznych przypraw zrobione.

    Nie będę się rozpisywać na temat przepisu. Odsyłam do książki str. 210 - 212, wartą ją mieć. Nasz egzemplarz trafił do mojego męża za pośrednictwem tajemniczej mocy (Gwiazdki/Świętego Mikołaja), która to włożyła ją pod choinkę.







Chyba przestaniemy kupować chleb. Pewnego dnia przygotuję zakwas z przepisu Piotra Kucharskiego.


sobota, 6 grudnia 2014

Kumkwat na śniadanie

    Za oknem mgła i jesienna słota, a na półce dżemik z kumkwatu! Ni to cytryna, ni to pomarańcza, malutkie to takie, ale na śniadanko do bułeczki i białego sera się nadaje.
    Te małe owalne owoce pochodzą z Chin i jakoś przywędrowały do Europy. My natrafiliśmy na nie na Korfu. Konsumpcję zaczęliśmy od wódki z kumkwatu, poprzez słodycze, a zakończyliśmy na cudownym słodko-kwaśno-gorzkim dżemie, który w efekcie przywieźliśmy do domu. Jak już pisałam uwielbiam na „wyjazdach” kupować lokalne smaki. Super się po nie sięga w takie jak dziś: jesienno zimowe dni J

    Kiedyś z półdniowego wypadu do Niemiec przywiozłam mężowi musztardę. Był  nieco zdziwiony.





wtorek, 11 listopada 2014

Kindzmarauli gruzińskie półsłodkie

Mój „facet rządzący w kuchni” wspomniał w poprzednim poście o gruzińskim winie. Nieco rozwinę temat.

Spośród gruzińskich win do tej pory naszym faworytem było Marani. Teraz to się jednak zmieniło. Naszą kuchnię w zakresie win zawojowało ciemnoczerwone półsłodkie gruzińskie Kandzmarauli z winogron ze szczepu Saperavi uprawianych w rejonie Kwareli.

Smak powalający. Nazywam to „smakiem skondensowanym”, czyli nie sikacz rozwodniony. Nie chodzi o to, że zwali z nóg zawartością alkoholu, no chyba, że się go za dużo wypije.

Powala nasyconym smakiem winogron rozlewającym się po języku. Smak boski.

Kandzmarauli występuje w kilku rodzajach. Próbowaliśmy 3 rodzaje z półki cenowej do 30 pln, ale to z czarną etykietą ze złotymi literami najbardziej przypadło mi do gustu. No cóż , jak będę miała okazję będę próbować innych dostępnych w Polsce. Ewentualnie wybierzemy się do Gruzji J


Reasumując: Kindzmarauli gruzińskie półsłodkie to mój absolutny faworyt.


cena ok.26 pln

Meg

poniedziałek, 10 listopada 2014

Makaron z suszonymi pomidorami




Makaron jaki jest każdy widzi i każdy ma smak ma swój ulubiony. Ja preferuję z pełnego ziarna Lubelli gotowany al dente  około 3 minut mniej niż podaje producent. W czasie kiedy gotuje się woda możemy przygotować już sos do niego.




Zaczynamy od wyprażenia garści orzechów włoskich na patelni, kolejno na wyprażone orzechy wrzuć łyżkę dobrego masła i posiekany czosnek aby chwilę się zeszklił, pokrusz jedną małą papryczkę peperoncino aby danie miało smaczek i dodaj suszone pomidory, najlepiej z zalewy w oleju. Słoiczek do kupienia w Lidlu (Producent Baresa), pomidory posiekaj w cząstki (średnio dodaję na dwie osoby około połowy słoiczka) i na patelnię dorzuć aby się z smakami połączyły. Do tego garstkę zieleniny, oliwki i odrobinę soli dodać, na koniec podlać oliwą prawdziwą i już. Na sam koniec dodaj dobrego sera pleśniowego na makaron; doda smaku całej potrawie.
Makaron po ugotowaniu zimną wodą nie zlewać tylko od razu gorący jeszcze, po odcedzeniu wody (najlepszy taki jeszcze wodą ociekający) na patelnie wrzucić i z sosem wymieszać, wchłonie sos i smaku nabierze.

Dekorować zieleniną i serem, podawać z winem półsłodkim gruzińskim Kindzmarauli o mocnym i wyrazistym smaku i pełnym słodkim aromacie.




Mąż

ps. zieleniną w tym wydaniu jest bazylia czerwonolistna z balkonowej hodowli, serem - lazur pleśniak.
Meg

środa, 8 października 2014

Grecka mozaika

Przed wyjazdem na Korfu postanowiłam poszukać książki którą czytałam 20 lat temu. Małe szanse jeśli nie pamięta się tytułu ani autora, a wyłącznie miejsce akcji: Korfu.
Cóż... kiedyś ją znajdę;)
Chwilowo się poddałam i kupiłam inną książkę, której akcja wg opisów dzieje się na Korfu: "Grecka mozaika" Hanny Cygler.


 I nie żałuję, to idealna książka na greckie wakacje. Żaden romans. Wg mnie to porządna dawka historii, ale podana w lekkim wakacyjnym stylu. Kraków, Gdańsk, Bieszczady, Korfu... Przyjemnie było leżeć na Korfu z książką na leżaku z widokiem na góry Albanii i czytać... Albo siedzieć na balkonie z widokiem na gaj oliwny ze szklanką restiny i czytać...



poniedziałek, 29 września 2014

Kerkira czyli Korfu cz.1 (2014)

Na wstępie pragnę poinformować, że nie będę pisać o tym co warto zobaczyć na Korfu. O tym jest dużo w necie. W ogóle nie lubię się rozpisywać, wolę zdjęcia.

Wyspa Korfu mnie trochę zaskoczyła. Przede wszystkim z powodu zieloności. Przyzwyczaiłam się do śródziemnomorskich krzaczorów i kamieni. A tu zielone lasy i gaje! 
Krótki pas do lądowania ( i startu ) też może zaskoczyć. Ale nie mnie; bo ja przed każdym lotem oglądam w internecie masę filmików ze startów i lądowań z miejsca do którego lecę!
Czytałam przed wyjazdem," że kręte drogi, że wąsko, że długi transfer". Tak, drogi były wąskie i kręte, ale zdolności kierowców ( zwłaszcza autobusów ) ponadprzeciętne! Wygląda na to, że na Korfu klakson w aucie służy do czegoś zupełnie innego niż w Polsce. I bardzo podoba mi się jego funkcja na Korfu: ostrzeganie przed wjazdem w zakręt ( bo nie widać czy ktoś się czai za tym zakrętem), pozdrawianie znajomych kierowców.
Jedzenie też mnie zaskoczyło, bo bardziej włoskie iż greckie było. Ale biorąc pod uwagę historię wyspy - to nie dziwne. O jedzeniu będzie w innym poście.
Zaskoczył mnie nawet internet, bo wszystko co czytałam przed wyjazdem to: "internet? zapomnij! nic nie dociera, nie ma netu, przerywa, zacina, nie dochodzi". Pomijam internet w hotelu, bo w hotelach jest zawsze i strasznie drogi, ale z internetu korzystaliśmy w restauracji czy minimarkecie na głębokiej wsi. Wystarczyło być klientem i poprosić o hasło do wifi.
Zadziwił mnie ( nie zaskoczył ) straszny nieporządek na podwórkach przed domami. W Polsce era bałaganu przed domem dawno minęła i każdy stara się mieć zieloną trawkę i kwiatki. A tu: mydło, widło i powidło. Czasem nawet miałam wrażenie, że Korfu nie ma pomysłu na siebie. 
 Niemniej jednak to piękna wyspa, warta odwiedzenia. Jakieś 20 lat temu czytałam jakąś książkę (romans) której akcja działa się na Korfu. Pięknie to było wszystko opisane; widoki, zatoczki, morze. Myślałam wtedy: o matko to jakaś odległa kraina. Że jestem na Korfu poczułam jak stanęłam wieczorem na małym pomoście, który jest chyba na czterech zdjęciach poniżej. Pomyślałam: "To jest Korfu!!!"
To była nasza pierwsza wizyta, ale nie ostatnia. Obejrzeliśmy kawałek wyspy ( celowo ), aby na nią wrócić.

Filmik:  Kerkira czyli Korfu

Korfu, Kerkira, zielona grecka wyspa: