Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dania. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 października 2016

Placuszki z cukinii

Wrzesień dobrem w ogródkach opływał.

Cudowną cukinią :).

Mama zrobiła placki z cukinii. Fantastyczny smak na równi z plackami ziemniaczanymi.



Cukinię umyć ( nie obierać ) i zetrzeć na tarce ( grube oczka). Dodać sól i pozostawić na kilka minut. Następnie odcisnąć z nadmiaru soku. Dodać jajko i kilka łyżek mąki ( pszenna lub ziemniaczana albo pół na pół), doprawić do smaku pieprzem. Oczywiście można dodać pokrojoną cebulkę i czosnek.
Smażyć na rozgrzanej oliwie a następnie przełożyć na talerzyk z papierowym ręcznikiem aby nieco odsączyć nadmiar oliwy.


Najbardziej lubię z jogurtem greckim :)



Smacznego!
Meg

niedziela, 10 lipca 2016

Karp milicki z Doliny Baryczy

Nie lubię karpia.
Karp kojarzy mi się wyłącznie z wigilią.
I śmierdzi mułem.
I pływa w wannie.

    Do Doliny Baryczy mamy niedaleko i jakoś tak nigdy nie było nam po drodze więc korzystając z jej bliskiego położenia pewnej lipcowej niedzieli postanowiliśmy spróbować zmienić moje wyobrażenie o karpiu.




W karcie: karp milicki, dorsz,  sandacz, pstrąg.




Na początek – karp milicki wędzony.  Nooo rewelacja! Ten aromat i smaczek :).

Jak doczytałam dostał nagrodę „Najlepszy Smak Dolnego Śląska 2016” podczas festiwalu „Europa na widelcu”.



   Następnie zupa rybna Szefowej Kuchni. Niezła i sycąca. Wg naszej opinii mogłaby być odrobinę ostrzejsza. Ale to nasz gust :). Każdy ma inny. Sądząc po ilości zamówień jest jednym z hitów i jest warta spróbowania.



   Na kolejne dania trzeba było nieco poczekać… No tak ponad godzinę, no ale składamy to na karb słonecznej niedzieli i znacznej ilości gości. Po pierwszym nasyceniu się karpiem wędzonym i zupą rybną był czas na drugi głód... ;)



Mąż zamówił zestaw „Dorsz z patelni”. Świetna panierka, bardzo dobry dorsz bałtycki. Z przyjemnością zjadł surówkę z marchwi.




Moja „Rybka spod grzybka” to karp milicki z sosem z kurkami. Mniam. I nie czułam mułu.

Moja niechęć do karpia została przełamana :).







wtorek, 5 lipca 2016

Kociołek partyzancki

Sezon grillowy i ogniskowy w toku.

    I w związku z tym wstyd nie napisać o kociołku tworzonym przez mojego brata i bratową. Nazwa pochodzi od nazwy ulicy na której on się pyrkocze, czyli w spokoju gotuje. Generalnie przyrządzany jest w stylu aga aga, czyli składniki na oko i tyle ile potrzeba.

   Nie mam talentu do opisywania, a mój mąż się ostatnio pod tym względem opierdziela, ale spróbuję.

No dobra, nie opierdziela się tylko nie ma czasu: praca, studia, spełnianie zachcianek żony (czyli moich)…

Bratowo moja, Aniu, popraw mnie jak coś źle opisałam J

   Na początek w kociołku topimy smalec (można użyć oleju) i wrzucamy mięso a następnie cebulę. Gdy cebula się zeszkli dodajemy czosnek. Dolewany czerwone wino. Mieszany, bo całość się musi popyrkotać żeby alkohol odparował. Następnie dodajemy paprykę ( my dodajemy zazwyczaj ostrą z ogródka, ale można zwykłą), cukinię pokrojoną w kawałeczki i pomidory. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Można dodać też inne przyprawy, wedle swojego smaku. 

Przepis prosty a wychodzi cudo J
















sobota, 18 czerwca 2016

Sezon na bób

   Najlepszy bób gotowała babcia Kazia (a sos z maślaków babcia Krysia), ale byłam głupią gówniarą i nie uważałam.



    Od trzech lat próbuję metodą prób i błędów odtworzyć sposób - babci Kazi - gotowania bobu. Metodą prób i błędów… Bardziej wychodzą mi błędy. Ale cóż, kto nie popełnia błędów ten nic nie robi…
    Moje wnioski: babcia kupowała na rynku duży dojrzały bób, albo zrywała dojrzały z ogrodu. Teraz na straganach jest głównie młody (taki czas). Tamten był duży, a po gotowaniu był miękki i mączny.
Tak, najbardziej lubię ten miękki i mączny. I z solą na wierzchu…

   No dobra, teraz robię tak: zalewam bób zimną wodą, stawiam na gazie i gotuję ok. 20 minut. Po tym czasie w gotowości co parę minut próbuję J. Jak już jest lekko miękki – wsypuję łyżeczkę soli i łyżeczkę cukru. Gotuję kolejne 20 minut. Zazwyczaj zostawiam małą dziurkę przykrywki żeby nie wykipiał. Czyli wychodzi na tym etapie 40 minut. Od 40-stej minuty wzmagam czujność i drepczę do garnka co 4 minuty (co przy ostatnim gotowaniu nie było trudne, bo gotowanie odchodziło w drugiej połowie meczu Polska-Niemcy Euro 2016, więc trudno było usiedzieć). Po tych 40 minutach dosalam i docukrzam i jeszcze dodaję 2 łyżeczki masła. Zostawiam tak na 10 minut drepcząc wokół garnka. Odcedzam na druszlaku/durszlaku (czy jak to tam po swojemu zwie) i na tym druszlaku/durszlaku zostawiam pod przykrywką do odparowania. Tak, koniecznie, bo babcia Kazia tak zostawiała i on – bób – dochodził…

    Cóż mogę powiedzieć… U nas on tak sobie dochodzi ok. 15 minut, ale jak Babcia Kazia robiła ok. południa to sobie dochodził dłużej, bo wracałam z pracy o 16.30. Czyli reasumując: żeby był miękki i mączny, tak jak lubię, musi dochodzić po gotowaniu pod przykryciem dłużej niż te 15 minut…

Konkluzja jest taka: uczyć się od babć !!!


One wiedzą co robią.


wtorek, 12 kwietnia 2016

Sezon szparagów czas zacząć !!!

Tak, szparagi już w sklepach się pojawiają. Trzeba je wykorzystać, bo szkoda żeby tak smętnie w warzywniaku leżały :).

Uwielbiam te chwile, gdy wracam z pracy a Mąż szaleje w kuchni! :)

Składniki do kupienia:
- szparagi (najlepiej zielone, najbardziej przez nas lubiane bo są delikatniejsze i nie trzeba ich obierać), 
- szynka dojrzewająca, najlepiej parmeńska lub prosciutto crudo, 
- sól i pieprz, 
- łyżka masła, 
- ser pleśniowy (używamy z Lidla gorgonzola DOP dolce lub piccante, 1/2 opakowania, ale oczywiście można dodać więcej - w zależności od preferencji),
- 1/2 kubeczka  śmietany 30 % (w przypadku dania dla 2 osób).

Wykonanie: od 3 do 6 szparagów zawinąć w pęczek (odciąć zdrewniałe końcówki), obwiązać dookoła szynką, całość ułożyć w filii, posolić, popieprzyć, dodać masło, zawinąć folię w kształt kieszonki.
Piec w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez 30 minut. W sezonie grillowym można piec na grillu :).

Sos: do gornonzoli dodać łyżkę masła (albo dodać masło z pieczenia szparagów). Mieszać na patelni do rozpuszczenia się sera. 
Do sosu można dodać trochę cebulki prażonej (np. z Lidla, opcjonalnie oczywiście, mój mąż uwielbia tę cebulkę i może ją dodawać prawie do wszystkiego).


Upieczone szparagi delikatnie - aby się nie poparzyć - wyjąć z folii na talerz i polać sosem serowym.

I zjeść rozkoszując się smakiem.... mniammmmm....








Meg
ps. artykuł nie jest sponsorowany

sobota, 15 sierpnia 2015

Koktajl z natki pietruszki




Cześć!
Nastały gorące dni, szukamy odrobiny cienia i ochłody. Omijamy słodkie napoje, które tylko wzmagają pragnienie.
Rewelacją tego roku jest napój z natki pietruszki; pierwszy raz spróbowaliśmy go w gościnnych progach Chaty Sosnówka . Właściciele byli serdeczni i przy okazji poczęstowali nas tym wspaniałym napojem, nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie wydębili przepisu.

W zasadzie jest bardzo prosty :
- natka z pietruszki,
- miód,
- cytryna,
- lód
oraz woda mineralna.
 


Proporcje nie są ścisłe, robimy według swojego gustu: lubimy słodkie – dodajemy więcej miodu, lubimy kwaśne - nie oszczędzamy na cytrynie itd...
Napój doskonale wyrabia się w blenderze ucierając lód z pietruszką i dodając do tego resztę składników.
Uwielbiam mocno wymiksowany z dużą ilością cytryny i miodu; cudowny orzeźwiający smak.
 
Polecamy spróbować, na stałe wejdzie do waszego jadłospisu :).
 
pozdrawiamy
M&H


wtorek, 5 maja 2015

Pasztet z czerwonej soczewicy

Składniki:

1 szklanka czerwonej soczewicy- 230 g
ok. 100 ml oleju sezamowego
2 cebule
2 marchewki
1/4 korzenia selera
3 łyżki prażonych orzechów laskowych
2-3 łyżki masła orzechowego (duże, bo dobre)
sól, pieprz, kmin rzymski
3 jaja
 masło i bułka tarta do wysypania formy

Wykonanie:

   Soczewicę porządnie wypłukać, zalać ją dwoma szklankami bulionu co to chomikujemy w zamrażarce, jeśli się okaże, że ktoś przez przypadek zużył lub jakieś licho wyniosło to zawsze możemy się posiłkować kostkami rosołowymi, może i kwas ale i z nas kucharze co się zowie. Gotujemy do momentu aż woda się wchłonie i powstanie papka.  Następnie obrać cebulę i czosnek: drobno siekane zeszklić na patelni na oleju (sezamowy jest idealny) w kolejności obrać warzywa a€“ marchewkę i seler cierpliwie zetrzeć na tarce (największe oczka), dokładać do cebuli i smażyć aż całość zmięknie.
     Na koniec pamiętaj o przyprawach: sól, pieprz, kmin rzymski (kmin można przyprażyć jest wtedy smaczniejszy). Całość z radością niemal dziecięcą wymieszaj z soczewicą, dodaj masła orzechowego i prażonych orzechów ( siekam je na mniejsze części, w pasztecie po upieczeniu smakują wybornie). Uzupełnij przyprawami i dodaj jajka, następnie wymieszaj dokładnie.
Foremkę wysmaruj masłem i wysyp tartą bułką; konsystencja pasztetu winna być pół płynna tzn. jak na placki ziemniaczane. Wlej masę i obstukaj dokładnie aby się ułożyła i powietrze uciekło J. Piekarnik nagrzej do 180` C i piecz około 45 minut. Wyciągaj z foremek po wystygnięciu.

Będzie pycha :)

Aaaaa i świetnie się zamraża :)

Zapraszam na filmik:






wtorek, 6 stycznia 2015

Naan z książki „Chleb. Domowa piekarnia” Piotra Kucharskiego

     Mężowi  zachciało się dzisiaj chlebka naan. Nie chciało nam się iść do restauracji, a w domu były drożdzeJ.

   Książka do ręki, przestudiowanie przepisu, chwila bałaganu w kuchni i gotowe:  chlebek naan upieczony,  indyjskie danie warzywne z dużą ilością aromatycznych przypraw zrobione.

    Nie będę się rozpisywać na temat przepisu. Odsyłam do książki str. 210 - 212, wartą ją mieć. Nasz egzemplarz trafił do mojego męża za pośrednictwem tajemniczej mocy (Gwiazdki/Świętego Mikołaja), która to włożyła ją pod choinkę.







Chyba przestaniemy kupować chleb. Pewnego dnia przygotuję zakwas z przepisu Piotra Kucharskiego.


sobota, 6 grudnia 2014

Kumkwat na śniadanie

    Za oknem mgła i jesienna słota, a na półce dżemik z kumkwatu! Ni to cytryna, ni to pomarańcza, malutkie to takie, ale na śniadanko do bułeczki i białego sera się nadaje.
    Te małe owalne owoce pochodzą z Chin i jakoś przywędrowały do Europy. My natrafiliśmy na nie na Korfu. Konsumpcję zaczęliśmy od wódki z kumkwatu, poprzez słodycze, a zakończyliśmy na cudownym słodko-kwaśno-gorzkim dżemie, który w efekcie przywieźliśmy do domu. Jak już pisałam uwielbiam na „wyjazdach” kupować lokalne smaki. Super się po nie sięga w takie jak dziś: jesienno zimowe dni J

    Kiedyś z półdniowego wypadu do Niemiec przywiozłam mężowi musztardę. Był  nieco zdziwiony.